12 czerwca mieli¶my okazję przeżyć niezapomniany dzień na zamku w Toszku. Zwiedzanie rozpoczęli¶my od wej¶cia na wzgórze zamkowe i przej¶cia przez zabytkow± bramę na dziedziniec zamku. Na dziedzińcu zgromadzili¶my się wokół głębokiej studni, z której wydobywały się dziwne odgłosy. Jak się póĽniej dowiedzieli¶my mogły to być dĽwięki z lochów, które kryj± pewn± tajemnicę. Według legendy, pewnego dnia na zamku wybuchł pożar, który doszczętnie strawił zabudowania. Żona wła¶ciciela zamku – księżna Gizela - uciekaj±c z płon±cej komnaty, zd±żyła zabrać tylko koszyk z zaczarowan± kaczk± siedz±c± na złotych jajkach. Niestety, księżna zabł±dziła w lochach i nie zdołała się z nich wydostać. Od tamtej pory można podobno zobaczyć cień niewie¶ciej postaci bł±dz±cej w¶ród zabudowań, a złota kaczka czeka aż odnajdzie j± jaki¶ ¶miałek, który zapu¶ci się w podziemne korytarze. Wielu naszych uczniów było gotowych podj±ć się tej roli, ale okazało się, że może tego dokonać tylko mężczyzna o imieniu Piotr, urodzony w niedzielę, który zna odpowiednie zaklęcia, więc z żalem musieli¶my porzucić my¶l o poszukiwaniach skarbu. Czekały nas w zamian inne emocje zwi±zane ze zwiedzaniem budynku bramnego, gdzie zobaczyli¶my stroje z dawnych epok i makietę zamku, a także obejrzeli¶my przedstawienie teatru lalek. Na zakończenie spektaklu, kiedy widownia była jeszcze pogr±żona w ciemno¶ciach, naszym oczom ukazała się prawdziwa zamkowa zjawa. Duch wydaj±c dziwne odgłosy wyszedł wprost na publiczno¶ć. Okazało się jednak, że dzisiaj dzieci nie tak łatwo nastraszyć i zjawa budziła raczej ¶miech niż grozę. Wszystkie te niesamowite przeżycia zostały wkrótce utrwalone na papierze, bowiem kolejnym punktem programu były warsztaty plastyczne. Uczestnicy naszej wycieczki rysowali toszecki zamek i bohaterów zwi±zanych z nim legend. Po warsztatach pokrzepili¶my się doskonałymi kiełbaskami z rusztu, a potem zrobili¶my zakupy w zamkowym sklepiku. Dzieci kupiły tyle mieczy, łuków, kusz, halabard i innej broni, że mogliby¶my urz±dzić prawdziwy rycerski turniej. Powstrzymał nas jedynie brak rumaków i obawa, że walki fałszywymi mieczami mogłyby skończyć się prawdziw± krwi±. Rado¶ć z zakupów była niestety krótkotrwała, bo szybko okazało się, że miecz czy łuk kolegi znacznie lepiej nadaje się do zabawy niż własny i rozpoczęły się peregrynacje do sklepu z pro¶bami o wymianę rynsztunku. Sprzedawczyni zapewne odetchnęła z ulg±, kiedy nadszedł czas na spacer po rynku. Oprowadzani przez pani± przewodnik podziwiali¶my stare kamienice, nowoczesn± fontannę i neobarokowy ko¶ciół. Na koniec zjedli¶my pyszne rurki z kremem i wyruszyli¶my w drogę do domu.


















